„DROGA ŻYCIA” reż. Emilio Estevez
Jeśli czytacie mój blog, wiecie, że jestem dzielna. Pierwotnie uczyniłam z niego własną „AUTOTERAPIĘ”. Powiem krótko, bo nie znoszę narzekać i koncentrować się na wszelkich niedomaganiach, gdyż, jak wiemy, to wtedy rośnie… TWORZENIE tego bloga zajmuje mi jednak wiele czasu i kosztuje mnie także sporo wysiłku, gdyż zawsze staram się wyszukiwać i zamieszczać rzeczy cenne również dla innych. Dlatego, jeśli ktoś z Was uznałby, że jest to przydatne i zechciałby postawić mi symboliczną kawę, będę BARDZO WDZIĘCZNA.
A tutaj podaję link do tego: buycoffee.to/niesklasyfikowana.com
Pojechała dziś na plażę…, lecz niestety musiała wrócić, ponieważ zaczął padać deszcz… Mała Mi leżała dziś na plaży w Brzeźnie, bo tam akurat jechał tramwaj, zatem wsiadła do niego! Najpierw jednak jeszcze wróciła założywszy inną sukienkę, ponieważ była pewna, że uda się tylko gdzieś posiedzieć, bo wzięła sobie książkę, ale przede wszystkim też dlatego, że zrobiła sobie makijaż! A wykonała go także, jak spotkała się z mamą i z bratem w miniony CZWARTEK, 24.VIII.2023, w Sopocie! Wtedy też przecież udali się nawet katamaranem na krótką przejażdżkę!
Owszem, tak było! I do tego z pewnością także przejdziemy, ale teraz chciałabym jednak, abyśmy skupiły się na dniu dzisiejszym bardziej. Kochanie, pamiętasz jeszcze, jak leżałaś tam na plaży i właśnie wtedy zaczęłaś myśleć, JAKA TY JESTEŚ NIEROZSĄDNA… i jak obecnie nie umiesz już niczego sobie dobrze zaplanować, w czym zawsze byłaś, jak na Ciebie patrzyłam, MISTRZEM! Nie raz przecież niemal opadała mi szczęka, gdy dostrzegałam, jak wspaniale potrafisz tak wiele rzeczy na raz i ogarniać, i naprawdę, jak na kobietę po takich przejściach, zadziwiająco wręcz zaplanować/ dograć itp., itd.
Bo tak też przecież było i naprawdę, sama o tym dobrze wiem, bo siebie widziałam, ale co najważniejsze dla mnie, CZUŁAM TO! że, poważnie, wspaniale to wszystko jakoś udawało mi się ogarniać/ planować i wreszcie te wszystkie terminy dogrywać! A dziś, cholera jasna, czułam się już jak ostatnia "sierotka" znowu…, bo przecież leżałam tam i myślałam sobie przez cały czas, jakim stukniętym trzeba być, aby …
ahhhh… mogłabym tu wymieniać i wymieniać, ale z takich głównych rzeczy to:
- ubrać się w strój i nawet nie wejść popływać, 🤦♀️
- wziąć torebkę ze wszystkimi dokumentami…, 🙈
- usadowić/ położyć się na tej plaży jakoś tak, kurna, po środku/ pomiędzy…🤪
- zrobić sobie makijaż!🙄
Kochanie, ale zauważ, że jeszcze wcześniej, wspaniale wręcz się trzymałaś, bo wtedy czułaś, że masz jakiś cel i byłaś także pewna, że teraz musisz skupić się po prostu na jak największej poprawie Twojego zdrowia, zarówno fizycznego, jak i psychicznego! A w momencie, jak otrzymałaś jeszcze w lipcu to powiadomienie @ o ustalenie wygaśnięcia obowiązku alimentacyjnego, to właśnie wtedy, jakby WSZYSTKO RUNĘŁO… A dobrze wiem, że tak naprawdę TY NIGDY NIE LICZYŁAŚ NAWET NA TO, ŻE TWÓJ BYŁY MĄŻ MIAŁBY CI PŁACIĆ NIE WIEM, JAK DŁUGO… Chciałaś po prostu powrócić do jak najlepszej sprawności! I miałaś w sobie wówczas TYLE WIARY! Uwielbiałam na Ciebie patrzeć i się Tobie przyglądać tutaj, jak Ty, kochanie KAŻDEGO DNIA STARAŁAŚ SIĘ ROBIĆ, CHOĆBY TYLKO MALEŃKI, ALE "KROCZEK DO PRZODU„.
I wówczas tak bardzo wierzyłaś właśnie w to, co jest widoczne na tym obrazku:

Bo tak też było! A naprawdę poczułam nagle, czytając to powiadomienie, jakby zostały mi podcięte, co najmniej skrzydła… A jeszcze, jak mnie oskarżał niemal przez telefon, jak do niego zadzwoniłam, że CO JA NIBY ROBIŁAM PRZEZ TE 5 LAT??? No, żesz… poczułam się w tym momencie, jakbym te pieniądze, które były mi PRAWNIE PRZYSĄDZONE, jakbym je…, cholera jasna, zmarnowała/ przejadła itp. A to, że ZOSTAWIŁ MNIE SAMĄ I MUSIAŁAM CAŁKOWICIE SAMA = KOBIETA, PO TAKICH PRZEJŚCIACH! wszystko ogarniać! To dla niego kompletnie się nie liczy… 
Przecież, po pierwsze, by to obecne lokum otrzymać, [to, w którym teraz mieszkam!], musiałam i zrezygnować szybciej z tamtej kawaleruni…, do określonego czasu.
Kochanie, widziałam bardzo dobrze, jak raz napisałaś tu prawdę…, jak to rzeczywiście było… Lecz za chwilkę już to cofnęłaś, bo stwierdziłaś, że nie będziesz niczego złego i nieprzychylnego o kimkolwiek wysyłała dalej w świat! W takim razie, pozwól, że zrobię to ja. A nie boję się tego uczynić, gdyż to są po prostu CZYSTE FAKTY, niestety smutne, no ale cóż… Twój "wielebny małżonek" zostawił Ciebie całkiem samą. Bo, gdy Ty musiałaś szukać sobie jakiegoś tańszego mieszkania, on wyjechał sobie, w najlepsze, rowerem do swoich rodziców! I dalej, gdy Ty, kochanie, wciąż zaciskając zęby i na nic kompletnie się nie skarżąc, musiałaś zrezygnować właśnie z tego poprzedniego mieszkania, widziałam dobrze, jak czułaś się taka niemal bezdomna, bo przecież wylądowałaś i na nockę w ośrodku kochanych buddystów, lecz wcześniej przenocowałaś chyba także u swojej byłej przyjaciółki…
boooszeee, nie pamiętam już przecież wszystkiego, jak to dokładnie było… I, cholera jasna, dla mnie jest to naprawdę żałosne wręcz, że muszę do tego wracać! Jak ja mam niby zacząć budować nową lepszą przyszłość??? Już chyba o tym mówiłam, kurczę, znowu już nie pamiętam tego rzeczywiście… Ale przecież ja niczego tu nie miałam w tym mieszkaniu! Fakt, że do teraz nie mam jeszcze nawet wszystkich mebli, ale po prostu nie one były dla mnie wtedy najważniejsze! Bo na pierwszym miejscu przecież zawsze stało moje zdrowie i jakiś rozwój! A naprawdę robiłam tu wszystko na MOJE WŁASNE 100%! I nie porównywałam się do nikogo! Wtedy, tak bardzo w to wierzyłam i chciałam po prostu coś robić, bo wiedziałam o tym, że
Dostrzegam to, moja droga, bardzo dobrze, że właściwie od ponad miesiąca u Ciebie totalny niemal regres, jak kiedyś jeszcze byłaś taką wesołą, radosną optymistką, która potrafiła tak cudownie sobie zawsze mówić: 
A obecnie już w ogóle nie możesz funkcjonować spokojnie bez tych leków, których przecież już nawet kiedyś w ogóle nie brałaś! A teraz do snu, ostatnio, jak się nie mylę, wzięłaś nawet 2, tj. Mirtor 30mg, a później, jak się przebudziłaś, to "poratowałaś się" jeszcze tą dawką 15mg.
boooszeee, a teraz jeszcze weszłam na stronę i tam czytam:
Mirtor to lek stosowany w leczeniu poważnych przypadków depresji.
Maaateńko i jeszcze kolejna "interesująca" informacja:
Wśród najczęściej zgłaszanych działań niepożądanych należy wymienić senność, wyciszenie, uczucie suchości w ustach, tycie, większy apetyt, zawroty głowy i zmęczenie. Zdarzają się również m.in. nudności, wymioty, drżenia, letargi, bóle stawów, czy dziwne sny.
Kochana, ale wiadomym jest, że to jest lek przeciwdepresyjny i że on również ma, jak zresztą KAŻDY FARMAKOLOGICZNY ŚRODEK! swoje niepożądane działania… Widzę to po Tobie, kochanie, że obecnie jesteś już w takiej niemal apatii, że nie chce się Tobie już nawet podnosić do ćwiczeń, nie masz na nie po prostu siły, co jest, nie będę kryła, ale przerażające obecnie…
Oczywiście, że tak, bo, cholera jasna, nawet jeszcze nie wysłałam mu tego @, którego pisałam… Ale, może w końcu to uczynię, niech jest świadomy tego, co mi zrobił! Zwłaszcza w tym momencie, jak mnie niemal oskarżył o to, że nie pracowałam! Pytam się, JAK TO NIBY? Przecież ja nie znoszę siedzieć w domu i nic nie robić! Wciąż gdzieś pracowałam, tak, owszem sama rezygnowałam…, bo uznawałam, że to wszystko tam było dla mnie ZBYT TRUDNE! Przecież napisałam nawet oficjalnego/ odważnego @ do moich szefów wtedy jeszcze w Bayer… Że nie jest to dla mnie nawet po polsku zrozumiałe, a poza tym, czułam się tam zawsze, jak ostatnia kretynka i niemal niedojda, która owszem ma pełno notatek…
Bo, gdy tylko cokolwiek w tych podróżach pracowników, odbiegało od standardów, a uwierz mi, że były to naprawdę [tak sobie myślę, że patrząc z perspektywy zdrowego człowieka, naprawdę bardzo normalne i standardowe wręcz rzeczy….] a ja już nie potrafiłam logicznie tego pojąć i rozkminić… Tak, jak robili to pozostali pracownicy!🤦♀️ Wiesz jakie to jest kretyńskie uczucie??? I czułam się już za każdym razem, musząc wiecznie o to coś pytać, jakbym była TOTALNYM GŁUPKIEM, bo zdaję sobie z tego sprawę, że na taką osobę wychodziłam! I choć nikt mi tam w biurze ABSOLUTNIE TEGO NIE POWIEDZIAŁ WPROST [o czym zresztą pisałam w tym @ Z WDZIĘCZNOŚCIĄ]
Później jednak, jak już się od tego oderwałam, to w pierwszej kolejności postawiłam na pracę nad własnym zdrowiem. A logicznym jest, że mój organizm i się szybciej męczy, i nie mogę mieć także zbyt wielu dystraktorów* [wytłumaczone poniżej], bo wtedy się po prostu gubię! Co przecież jest, chyba istotne, także dla całkowicie zdrowych i sprawnych osób!
Naprawdę szalenie się teraz obawiam tego, że on będzie mi zarzucał, że "rezygnowałam zawsze sama"… Szkoda tylko, że on wciąż tego nie rozumie, że mój organizm ma wiele dysfunkcji, których, cholera jasna, NIE WIDAĆ! Ogromne trudności z pamięcią świeżą, nie mogę mieć tylu różnych "rozpraszaczy", itp. boooszeee, wiem, jak to brzmi… Jakbym sama sobie jeszcze dodawała…, ale przecież ja piszę tylko JAK RZECZYWIŚCIE JEST… Niestety…. i wciąż masa rzeczy jest ode mnie niezależnych…, bo, nie umiem nad/ z tym sama pracować… A te pieniądze, które dostawałam, BYŁY MI PRAWNIE ZASĄDZONE! i przeznaczałam je przecież nie tylko na życie, ale właśnie PRZEDE WSZYSTKIM NA JAKIŚ POWRÓT DO ZDROWIA I w miarę NORMALNEGO ŻYCIA!
Kochana moja, ja dobrze o tym wiem! Ty przecież zawsze byłaś ostatnią osobą, która by narzekała! Gdyż, po pierwsze sama nie lubiłaś przebywać w takim towarzystwie osób, a po drugie i najważniejsze: UWAŻAŁAŚ, ŻE TOBIE NIE WYPADA!
No oczywiście, że tak! Bo … powiedz mi proszę, jak niby może i na co! skarżyć się osoba, po której FIZYCZNIE TEGO NIE WIDAĆ! boooszeee, wiem, że straszne jest to, co mówię… Ale, jak widać ja SAMA W SOBIE TEGO WCIĄŻ NIE ZAAKCEPTOWAŁAM! Bo dla mnie zawsze największą obelgą było już, gdy wychodziłam na głupią… Przysięgam, w takich momentach, już nie potrafiłam się nawet z tego nabijać, że reaguję jak jakaś "typowa blondynka„… Brałam wszystko zawsze tak bardzo do mojego serca…, które przecież uważałam zawsze, że jest moim kompasem…🤷♀️
A znowu, żeby było zabawniej, to przecież nawet bardziej poważnych i gorszych przypadków, nie musiałam wcale daleko szukać…, bo przecież wciąż przed własnymi oczami miałam mojego brata, który był wspaniałym, zdolnym karateką, który należał nawet do Kadry Polski! A teraz jego nogami jest wózek inwalidzki…, 🤦♀️ ahhh…, boooszeee, ale przecież nawet on sam wciąż widzi tych, którzy mają jeszcze gorzej od niego…
Bo, kochanie, przecież dobrze o tym wiemy, że wciąż można znaleźć kogoś, kto ma jeszcze gorzej niż Wy. Choć, moim zdaniem, otrzymaliście już, co najmniej wystarczająco, jak na to życie… Ale chciałabym powrócić jeszcze do Twojej sytuacji i do tego, jaką wielką przykrość wyrządził Tobie, po raz kolejny, [chcę wierzyć, że nieświadomie jednak!] Twój były mąż…
Przecież Ty, naprawdę, byłaś do tej pory niemal niezniszczalna! I z tak niesamowitą liczbą rzeczy tutaj sobie radziłaś SAMA! Poza tym, myślę, że doskonale pokazywałaś tutaj, że po tym wszystkim, co musiałaś przejść/ przeżyć ani razu się NA NIC nie skarżyłaś i nie płakałaś!
- Dystraktory to wszystko co Cię dekoncentruje i nie pozwala się skupić. Dystraktorami nazywa się też wszelkie ”zakłócacze” i rozpraszacze w miejscu pracy. Powodują one odciąganie uwagi oraz problemy ze skupieniem się na jednej, konkretnej czynności.
