Jeśli czytacie mój blog, wiecie, że jestem dzielna. Pierwotnie uczyniłam z niego własną „AUTOTERAPIĘ”. Powiem krótko, bo nie znoszę narzekać i koncentrować się na wszelkich niedomaganiach, gdyż, jak wiemy, to wtedy rośnie… TWORZENIE tego bloga zajmuje mi jednak wiele czasu i kosztuje mnie także sporo wysiłku, gdyż zawsze staram się wyszukiwać i zamieszczać rzeczy cenne również dla innych. Dlatego, jeśli ktoś z Was uznałby, że jest to przydatne i zechciałby postawić mi symboliczną kawę, będę BARDZO WDZIĘCZNA.
A tutaj podaję link do tego: buycoffee.to/niesklasyfikowana.com
boooszeee, ja jestem nienormalna…
Przecież robię tu rzeczy, jakbym kompletnie nie kontrolowała swojego zachowania, jakbym była jakaś…., co najmniej opętana, 
Kochanie, tak, widzę to BARDZO DOBRZE, że niestety wiele rzeczy Ciebie tutaj przerasta… Ale STANOWCZO mówię STOP I NIE! takiemu Twojemu SAMOBICZOWANIU! Skoro tak twierdzisz, że jesteś taka do niczego i beznadziejna, jak uważasz… To pokaż mi proszę drugą taką osobę, która potrafiłaby/ byłaby w stanie znieść tyle, co i Ty sama? Przecież, moja Ty cudna, już tylko dziś wykonałaś ponownie wiele.

Aby to Tobie udowodnić/ czy może lepiej „przypomnieć” zrobimy tutaj tylko takie wyszczególnienie tego wszystkiego, lecz tak naprawdę zachwyciłaś mnie niemal tym Twoim ostatnim @! Przedstawimy go najpierw tutaj, a dalej już samo się rozwinie = zobaczysz!
Moja droga, Ty wciąż pozakazujesz, że żadnej pracy się nie boisz! Przecież byłaś taką osobą, odkąd tylko pamiętam, TY NIGDY NIE LICZYŁAŚ NAWET NA JAKIEŚ CUDA,
PONIEWAŻ ZNACZNIE BARDZIEJ WOLAŁAŚ SAMA JE CZYNIĆ/ TWORZYĆ/ KREOWAĆ!
1:56
Witaj Karol,
Dzisiaj właśnie natrafiłam „przypadkowo” [żeby było jasne, ja w żadne przypadki nie wierzę, ] na ten właśnie warsztat Qi Gong. „Moja historia” jest niestety baaardzo skomplikowana, opisuję ją na moim blogu, który początkowo stworzyłam jako własną AUTOTERAPIĘ… [https://niesklasyfikowana.com/nieugieta-ja/]
Teraz jednak. po wielu warsztatach, w których brałam udział, wiem już, że potrzebuję po prostu rzeczywistego terapeuty, by pomógł mi to wszystko "przepracować". Ale, pomyślałam, że ja bardzo potrzebuję ludzi i to by mogła być dla mnie dobra okazja, by ich/ Was spotkać. A jeszcze bardziej zachęcił mnie komentarz Justyny Ganiec na Waszej stronie :
Praca z nimi jest naprawdę dogłębna, na każdym kroku odczuwam dbałość o to, by była to faktycznie dobra praca wewnętrzna, a nie tylko o to, co widać na zewnątrz. Moja przygoda z Path of Dao trwa 2 lata, bywają czasem małe przerwy, ale ciągle wracam. Wracam, ponieważ czuję jak ważne jest to co robimy w środku.
A jeszcze dosłownie teraz przeczytałam na str. Medycyna Wschodu – Sebastian Zieliński słowa, z którymi ja bardzo rezonuję, a mianowicie:
Na praktykach klinicznych w szpitalach byłem uczony od swoich profesorów, że właściwy remedium dobierany jest na podstawie głębokiej analizy przypadku i znalezienia odpowiedniego leku oraz złotego środka, czyli równowagi pomiędzy na ile dany lek może przynieść skutki uboczne, a na ile przynosi oczekiwany efekt terapeutyczny. Wybierany jest ten, który przyniesie więcej korzyści niż skutków ubocznych.

Pozwolę sobie załączyć również mój wypis ze szpitala, aby pokazać co ja takiego przeżyłam…, a tak naprawdę jest to moja tylko jedna trauma…
Ale wciąż się nie poddaję i szukam własnej ścieżki i jakiegoś „ratunku”! 
Bo do tego wypadku doszło już baaardzo dawno temu, gdyż w 2009r, a miałam to „szczęście”, że to było NIECAŁE 3 MIESIĄCE PO MOIM ŚLUBIE… Wiem, że tak naprawdę to już powinno być dawno przeszłością i mieć za sobą `zamknięte drzwi”, ale niestety moje życie mnie nie szczędziło dalej… Lecz ja wciąż i nieustannie się podnosiłam i „stawałam do kolejnej walki, co myślę, że doskonale opisuję na własnym blogu.
Pozdrawiam nadal optymistycznie i bardzo proszę napisz mi, co Ty o tym uważasz, czy "mój przypadek",
nadawałby się na takie warsztaty.–
Zatem, kochana, BARDZO CIEBIE PROSZĘ, abyś była już bardziej wyrozumiała dla siebie!
Przecież Ty, moja droga, właśnie m.in. poprzez tego Twojego @ pokazałaś, że Ty wciąż poszukujesz! Dokładnie tak, jak zasugerowała Tobie ta Ewelina! I teraz, kochanie wstawimy kawalątek tej Waszej dzisiejszej konwersacji:

(…) no właśnie Ty, kochana sprawiasz, że udaje mi się patrzeć na wiele rzeczy inaczej i już siebie w końcu nie biczować! masz rację, tylko ja tu mówię o tym, jak ja się przez cały czas czułam… nędza, po prostu, i jak taki „pajac” się uśmiechałam na siłę. Ale zrobiłam 3 okrążenia. W duchu mówiłam sobie oczywiście, jak to ja, 😋 

Cudnie!

Wcześniej napisałam do tej Angeliki, która miała do mnie przyjechać w czwartek, czy ma ochotę wyjść ze mną gdzieś na kawę. Odpisała mi, że bardzo chętnie, ale po weekendzie, bo jutro idzie na wesele.
Widzisz! Świetnie!
boooszeee, kochana, ale ja tu po prostu nie wiem już za co mam się zabrać, tyyyle tego…

To rób wszystko po kolei. Małymi krokami. Lepiej tuptać do przodu niż stać w miejscu.

I tutaj, ta nasza bohaterka przeszła właśnie do tego, co znalazła i na co później napisała @:
np. zobaczyłam na fejsie zajęcia oddychania z https://www.facebook.com/QiGongRonTimm


Ciekawe!
właśnie chyba się tam wybiorę! bo czytam właśnie opinię: Praca z nimi jest naprawdę dogłębna, na każdym kroku odczuwam dbałość o to, by była to faktycznie dobra praca wewnętrzna, a nie tylko o to, co widać na zewnątrz. Moja przygoda z Path of Dao trwa 2 lata,
Idź wszędzie tam, gdzie Cię woła! ![]()
no właśnie, nie do końca mnie to woła…, bo zastanawiam się, czy to dla mnie, ale potrzebuję przecież ludzi
To szukaj dalej!
Daj sobie czas, na pewno coś przyjdzie. 
ALE… moja najdroższa, to przecież wciąż NIE WSZYSTKO! Bo… akurat dzisiaj pojawiło się u Ciebie na fejsie to właśnie wspomnienie o Twoim bracie…, jak leżał jeszcze w szpitalu i zaraz Ty to udostępniłaś z takim oto komentarzem:
boooszeee, spójrzcie tylko na co natrafiłam! To o moim najdzielniejszym bracie!!!![]()

11 lat temu

Pomagamy Kamykowi https://www.facebook.com/mgutkowska/posts/pfbid0S6f2san6hJcYY7Gfi5aL6FFjXHNrCtt8JAVj13ABZ78PqxkzmPBtchG4fkQcGCVYl?notif_id=1693587252234171¬if_t=feedback_reaction_generic&ref=notif
A takie oto zdjęcie to wspomnienie sprzed 11 lat zawierało:
A przypominam tylko, kochanie, że Ty nieustannie się nie poddajesz! I choć bardzo dobrze to widzę, że już czasami masz tu naprawdę WSZYSTKIEGO DOŚĆ, zwłaszcza, jak widzisz, że jakby jeszcze teraz znowu wszystko Tobie idzie na przekór…, bo i wciąż albo coś Tobie upada, albo nawet wydarza się dokładnie odwrotnie, niż powinno… A Ty, kochana, pokazujesz to nieustannie, że NIC CIEBIE NIE POWALI I NIE ZNISZCZY! Dobrze bowiem wiesz, że nie po to było Ci dane przeżyć i przetrwać to wszystko!

A dodajmy jeszcze, jaki komentarz wpadł Tobie w oko właśnie pod tym artykułem z gazety o Twoim bracie:
Historia bardzo smutna, jak sie czyta artykuł aż łza w oku się kręci i dopiero teraz człowiek docenia to co ma i jak kruche jest życie i zdrowie.
A tak poza tym…, to Ty kochana moja wciąż musisz pilnować tutaj tych swoich opłat, a właśnie dzisiaj dokonałaś opłaty za swoją komórkę, bo bardzo chciałaś wykorzystać to, że właśnie jeszcze Twoja [druga już!] ładowarka do komputera akurat znowu działała i dlatego szybciutko przystąpiłaś do zrobienia tej opłaty! Co zaraz oczywiście zapisałaś sobie znowu w tym swoim zeszycie z opłatami!

Lecz…, doszło tutaj także do czegoś bardzo jednak ważnego! O czym także musimy tu wspomnieć. Tobie, kochana moja, znowu od dwóch dni, udaje się już zasypiać jedynie po jednej dawce tej tabletki MIRTOR! Co uważam, że jest, moja droga, wielkim sukcesem! A dodajmy jeszcze, że postępujesz ponownie bardzo rozsądnie, ponieważ dobrze wiesz, że jak brałaś dawkę [w sumie 45mg, bo raz 30mg, następnie zaś jeszcze ratowałaś się kolejną "porcją" 15mg…] to teraz nie możesz od razu nie brać żadnej!
No oczywiście… Przecież jestem niesamowicie doświadczona, ale też i świadoma pod tym względem. Zdaję sobie bowiem sprawę z tego, że teraz zasypianie już BEZ CAŁKIEM ŻADNEJ TABLETKI jest, czy byłoby cholernie trudne, żeby nie mówić niemożliwe!
Wiesz, kochana, o czym ja tu znowu myślę…, że Ty naprawdę jesteś takim fighterem i o Tobie, kochana, można by i napisać bardzo ciekawą książkę, gdyż Twoją dewizą niemal są te oto słowa:
Ale też, moja droga, myślę, że to jest tutaj niesamowicie ważne i istotne! Otrzymałaś w końcu przecież feedback, ŻE, MOJA DROGA, JESTEŚ JUŻ INSPIRACJĄ DLA KOGOŚ! Czyli, spójrz tylko, zaczęło się spełniać Twoje pierwsze marzenie, bo przecież ono przyświecało Tobie, jak zakładałaś ten właśnie blog!
To prawda…, pisałam już o tym, jak niesamowicie mnie zaskoczyła wtedy ta Mar La… Ale, hciałabym jednak jeszcze tutaj dodać, że wciąż gdzieś tam z tyłu głowy przyświecają mi te właśnie słowa:
Dlatego wciąż i na nowo się podnoszę, czasem naprawdę niemalże z Ziemi, ale wstaję dalej na moje nogi, choć sama widziałaś, że nie jest mi wcale łatwo, a teraz już nawet także fizycznie… 



