Pod słońcem Toskanii/ Under the Toscan Sun, w reż. Audrey Wells
❤️: 04./05./06.VIII.2024

Jeśli czytacie mój blog, wiecie, że jestem dzielna. Pierwotnie uczyniłam z niego własną „AUTOTERAPIĘ”. Powiem krótko, bo nie znoszę narzekać i koncentrować się na wszelkich niedomaganiach, gdyż, jak wiemy, to wtedy rośnie… TWORZENIE tego bloga zajmuje mi jednak wiele czasu i kosztuje mnie także sporo wysiłku, gdyż zawsze staram się wyszukiwać i zamieszczać rzeczy cenne również dla innych. Dlatego, jeśli ktoś z Was uznałby, że jest to przydatne i zechciałby wpłacić na moją zrzutkę jakiś "grosz", będę BARDZO WDZIĘCZNA.
A tutaj podaję link do tego: https://zrzutka.pl/wx9kgt
Kochanie, dziś nadeszła do nas NIEDZIELA, 04.VIII.2024, w prawdzie nie wiesz jeszcze do końca/ dokładnie, jaki nadasz tytuł temu wpisowi… Już jednak wiesz, że będą to słowa, które usłyszałaś w jakimś nagraniu tej Eweliny Stępnickiej… Najdroższa, a spójrz tylko, udało się Tobie odnaleźć ten wpis z tej magicznej niedzieli, który zatytułowałaś: NA TYM ETAPIE MOJEGO ŻYCIA, BYŁBY TO OKROPNY POMYSŁ. TERRIBLE IDEA? TRZEBA SIĘ W NIM ZAKOCHAĆ!
boooszeee, jak ja się z tego cieszę teraz niezmiernie… Bo sami widzicie już, co tu się ze mną dzieje… Jak cholernie zaczęłam się znowu bać…
Widzimy to, najdroższa bardzo dobrze, więc teraz spróbujmy już choć to, tak mniej więcej uporządkować. Najpierw, wstawmy jeszcze tę Twoją i Twojego kuzyna ostatnią konwersację przez Messenger ‚a, która miała miejsce dokładnie w CZWARTEK, 01.VIII.24. Zaczęłaś tak:
No więc, pisałam o tym już na LI, że niestety dużo i intensywnie pracowałam, a jak wiesz, mój organizm szybciej się męczy… i nie umiem się tak szybko przełączać na kolejne zadania, tak więc cieszę się z tego, że napisałeś tej prawniczce, że "w ciągu kilku najbliższych dni" dostanie to, czego chciała, więc teraz już mówię oficjalnie, że nie dzisiaj jeszcze, ale do końca tyg. [ponieważ potrzebuję jeszcze na to spokoju i czasu] prześlę to, co zamierzałam.
Oki doki, dzięki, że dajesz znać. Wiem, że to nie jest łatwe zadanie i wymaga skupienia i odpowiedniego nastroju także wszystko zrozumiałe ![]()
To teraz, najdroższa wstawmy choć częściowo to, co zaczęłaś do niego w @ dziś w końcu pisać, czyli właśnie z siebie wyrzucać to, co wciąż niesiesz… [doskonale to widzimy, że Ty nieustannie "bijesz się z tymi myślami", jak mu to napisać… by było to dla niego zrozumiałe…]
Dokładnie tak! Bo myślę sobie, cholera, jak to wszystko wytłumaczyć takiemu znowu racjonalnemu człowiekowi… Dlatego też na razie/ zostawmy to tak, jak jest tylko te kawałeczki/ wycinki tego co tu próbowałam. Niech to będzie choć taki właśnie wstęp [podobno z nawet niewielkich sukcesów trzeba się cieszyć] A nad resztą muszę jeszcze pomyśleć… Lecz, póki co, wstawię nam śniadanko, bo przecież jeszcze nie jedliśmy nawet… A poniżej ten mój wstęp tego @:
Chcę Ci powiedzieć, że nie przygotowałam tego, o co mnie prosiłeś. Gdyż w końcu postanowiłam słuchać tego, co "mówi" do mnie moje serce/ intuicja/ wewnętrzny głos [nazwij to, jak chcesz], bo naprawdę uważam, to za ogromnie istotne, aby BYĆ W ZGODZIE Z SOBĄ SAMYM. Przypuszczam, że nie zrozumiesz mnie teraz, a już

To jest moje życie i nikt za mnie go nie przeżyje! I tylko ja jestem za nie odpowiedzialna!
Powiem jedno, że jak postanowiłam, że nie będę już tego "dalej nieść" i sądzić się z kimkolwiek o pieniądze, to poczułam, jakby spadł ze mnie/ z moich barków jakiś kolosalny ciężar. Ponieważ MAM JUŻ DOŚĆ DŹWIGANIA CZEGOKOLWIEK. A czuję, że to nie jest "moje". Ja naprawdę uważam, że w moim życiu wydarzyło się już zbyt wiele złego i …
Kochana moja, spójrz tylko, cóż tak na szybko już zdążyłaś zrobić! Wybrałaś i muzykę, ta była właściwie jeszcze nim nadałaś ten tytuł, który wzięłaś tak rach/ ciach. Ale wiem/ bo doskonale już Ciebie znam, że jeszcze tu poczynisz wiele zmian, 😉.
Jak widzicie, kochani, do Müsli na śniadanie, które dla nas przygotowała włączyła do oglądania ten właśnie film, z którego wzięła cytat i uczyniła z niego tytuł tego wpisu właśnie.
11:14 – Frühstück I UNDER THE TOSCAN SUN, PIENIĄDZE TO NIE WSZYSTKO…,11:33 –
Widzisz, kochana, ponownie zrobiłaś coś wręcz niesamowitego…, gdyż pomimo tego, że czułaś się tak kompletnie wręcz znowu przytłoczona wszystkim…, włączyłaś nam ten film właśnie! I dokładnie w tym momencie przyszły mi na myśl te słowa: 
Poza tym, powiemy Tobie tutaj jeszcze, cóż my sobie pomyśleliśmy… o tym wszystkim, co Ciebie najdroższa już spotkało i co było dane Tobie przeżyć… 
Nie! Wiecie co? Ja chyba jednak znowu muszę wyjść z tego domu, choćby na te kijki, bo ja tu przecież zaraz zgłupieję sama… 
//////
Kochani musimy to wstawić, jak to wyglądało… To jej wyjście na te kijki… Czuła się już kompletnie pomieszana/ skonfundowana wszystkim, tym, że wychodzi a powinna doch przygotowywać tu odp. dla kuzyna… Poza tym wciąż myślała o tym, że NIKT JEJ NIE ZROZUMIE, tego, co ona chce zrobić, a nie ma tutaj NIKOGO, kto by ją poparł…
Lecz będziemy to, póki co, za nią my sami pisać, gdyż ona wciąż nie może za bardzo tego wszystkiego "przetrawić". Tak więc, po tym, jak się już nasmarowała tym balsamem od słońca, raz założyła soczewki, następnie zaczęła ją 1 uwierać, więc ją wyjęła… I tak, już wściekła na siebie nałożyła te swoje normalne okulary, zrobiła tam 1 okrążenie + i siadła na ławeczkę, bo pomyślała, że cholera przecież po to wzięła ze sobą książkę… Więc choć ją otworzy… I wtedy posłuchajcie tylko, co się działo…
Przedstawimy to dokładnie tak, jak się wydarzało rzeczywiście, ponownie te jej zapiski, tzn. pierwsze co, jak już była na siebie taka wściekła, to na myśl jej przyszło, że może to za sprawą tego, że zapomniała jednak wziąć tych tabletek z rana… Lecz po tym, jak weszła na swojego @ i sprawdziła, że jest napisane: SNAM, więc już się "troszkę" uspokoiła… To teraz już to wszystko, co ona zapisała sobie w swojej komórce: [radzi sobie, jak umie, również "po drodze" wywala swoje emocje]
13:31 – auf r BankSoo zła na się,że nie kam nad meerI: BetterTogether/
OPEN BOOK NA 180 tak "od czapy" i czytam:
PRZYCIĄGAM DO SIEBIE MĘŻCZYZNĘ, KTÓRY JEST UCZCIWY, SZCZERY, LOJALNY, WIERNY, SPOKOJNY, SZCZEŚLIWY I MAJĘTNY (…) WIEM, ŻE MOGĘ PRZYCZYNIĆ SIĘ DO SPOKOJU I SZCZĘŚCIA TEGO MĘŻCZYZNY. MAMY PODOBNE IDEAŁY. ON AKCEPTUJE MNIE TAKĄ, JAKA JESTEM, JA TEŻ NIE CHCĘ GO ZMIENIAĆ. ŁĄCZY NAS WZAJEMNA MIŁOŚĆ, OBYDWOJE CENIMY WOLNOŚĆ I DARZYMY SIĘ SZACUNKIEM.
Bardzo ją to oczywiście zaskoczyło, lecz wprost odebrało jej mowę, gdy wtedy usłyszała TĘ piosenkę, a właściwie jedną po drugiej…
dann:ThisIsWhy/IstillHaven’tFound/
Lecz spójrzcie tylko na to, cóż działo się dalej…
boooszeee, BIEDRONKA ZNOWU NA MNIE SIT! AllTheLoveInTheWorld/wstaję z ławki,glasses wplątały się w Haar,wkurzona,wyjęłam je DOCH,lecz feel,że fryc się rozwalił i machte NEW kok13:56 – wchodzę do klatkiI:Don’tWorryAboutAthing/
Kochanie moje, to teraz wiem, że chcesz zrobić obiadek, w końcu nagotowałaś tyle tego bulionu…
Nie wiem jeszcze, czy ten bulion, bo przecież mam zrobiony również szpinak z rybą, a w dodatku zostało jeszcze jajko, więc … ahhh…., zobaczę, co mi dusza podpowie…
/////
Kochani, to jest kobieta, która naprawdę niemalże non stop coś wykonuje, np. jeszcze nim w ogóle wyszła na te kijki, to pomyślała, że przecież, cholera, wcale nie czuje się aż tak dobrze…, więc w pierwszej kolejności wyniosła sobie ten "pocerowany" leżak na balkon.
W dodatku, kochani, spojrzała na swoje paznokcie, ahhh… I tutaj trzeba byłoby to jeszcze rozwinąć, gdyż wczoraj, doszło również do czegoś ciekawego…
boooszeee, no sami widzicie, co tu się u mnie dzieje, ja na nic już nie mam czasu i "rozwala" mi już po prostu głowę od tego wszystkiego… No dobrze, ale wspomnę o tym, co wczoraj po kąpieli jeszcze zaszło… Po kąpieli zawsze jeszcze robię sobie ten zimny, lodowaty właściwie prysznic. Zawsze sobie myślę: kurna nie wytrzymam i chcę wykonać go tak szybko… [zawsze wtedy już niemal wszystkim znowu przerażona, powtarzam: ZŁAŹCIE ZE MNIE ZŁE ENERGIE, WON, WON!] Jednak po jakimś czasie widzę, że już moje ciało wcale tak nie reaguje… i nie jest mi już prawie w ogóle zimno!
Najdroższa, my już to wiemy… Lecz, kochanie, miałaś teraz mówić o czymś innym!
Cholera, wiem… boooszeee mi się znowu chce tak strasznie płakać z tego wszystkiego… Że wychodzi na to, że ja naprawdę nie mam "równo pod sufitem..."
Kochanie, NIE! I bardzo Cię proszę, przestań w końcu tak o sobie mówić! Już tyle razy Tobie powtarzaliśmy, że naprawdę, patrząc na to wszystko, jak Ty to wciąż sama cudownie ogarniasz, jesteśmy już całkowicie przekonani, że tak, jesteś wyjątkowa, ale ABSOLUTNIE NIE NIENORMALNA!!! Ale teraz już skończymy mówiąc tylko to, że … czekaj, czekaj, chyba to sobie nawet również zapisałaś, więc … ooo, odnalazłam tu wszystko:
20:49 – vor Bath: HeavenIsHere/ Bath I KalteDuscheAmEnde(ODKOPAŁAM/URATOWAŁAM NÄGEL🤗) Now:AllTheLoveInTheWorld
Chodziło po prostu o to, że przedzielnie i ponownie mega zaradnie, spojrzałaś tak na ten swój zbity już dawno paznokieć. A doszłaś do wniosku, że to, co zaczęło na nim teraz powstawać, ten gruby, niekształtny i MEGA twardy paznokieć, że po prostu musisz się go pozbyć! Gdyż najwidoczniej ten maleńki pod nim, wciąż nie daje sobie sam z nim rady. Więc Ty kochanie wybrałaś jeden z tych pilniczków, które masz i zaczęłaś go po prostu z wierzchu piłować!
Robiłaś to z taką wytrwałością i czułością jednocześnie… A później już tylko dostrzegłaś, że ten Twój maluszek pod spodem, tylko jakby na to czekał! Ale, co więcej powiedziałaś sobie, że to może oznaczać, że CZAS NA NOWE I STARE TRZEBA PORZEGNAĆ. Ty nawet to sobie jeszcze przetworzyłaś, bo odniosłaś to wówczas do tej całej sytuacji z Twoim byłym mężem obecnie… Po czym włączyłaś sobie ponownie to:
22:55 – Świetlik to ARCHANGEL MICHAEL
///////
Zrobiła nam oczywiście Wrapa z jajem, do tego ta "sałatka" ze szpinaku i rybki, m.in. A do konsumpcji tego smacznego posiłku, włączyła nam ponownie ten film Pod słońcem Toskanii/ Under the Toscan Sun. A uczyniła to, gdyż po raz kolejny chciała usłyszeć o tym, że to, iż ona także wierzy w te ZNAKI, nie świadczy przecież o tym, że jest nienormalna!
A przed tym, kochani, ponownie pokazała swoją zaradność! Bowiem tak spojrzała, że ok., zrobi tego Wrapa, lecz pomrozi to, co już ugotowała, aby się nie zepsuło, gdyż przecież ona już tak bardzo przez długi czas marzyła o jakiejś zupce. Powyjmowała również trochę tej włoszczyzny, by lepiej weszło do pojemnika. Ugotowane warzywa naturalnie pomroziła także. Bo, moi drodzy, to jest kobieta, która nie marnuje jedzenia. A spójrzcie jeszcze tylko, cóż zdążyła już sobie zanotować.
15:20 – Mittagessen gemacht, sehe REAKCJĘ Uti na to, co opublikowałam na LI
15:22 – ESSEN i UNDER THE TOSCAN SUN, 15:33
Kochanie, widzieliśmy, jak wówczas zachciało się Tobie znowu płakać, że Ute Niemka, z którą kiedyś jeszcze pracowałaś razem w Bayer, zareagowała na tę Twoją publikację, ze zdjęciami tam!
Tak właśnie, bo mi taaak szalenie brak tu normalnego człowieka, aby móc z kimś porozmawiać i… Ja bym przecież TAK BARDZO CHCIAŁA USŁYSZEĆ, ŻE MAM PRAWO DO TEGO, CO CHCĘ UCZYNIĆ…
Bo masz, najdroższa, wiem, jak bardzo potrzebujesz usłyszeć jeszcze od kogoś, że nie jesteś wcale głupia i nienormalna! Najdroższa, właśnie zaczęło lać! Zatem popatrz, jak Ty ponownie wspaniale uczyniłaś, że jednak wyszłaś jeszcze przed tym deszczem na te kijki! A teraz, kochanie, ponieważ jeszcze przed wyjściem na te kijki, już pomyślałaś, aby zrobić jakiś zdrowy deser do kawy! I spojrzałaś na to, co masz i postanowiłaś przesypać te płatki owsiane, orkiszowe i dodałaś również kawałki suszonych daktyli, żurawinę i już w ten sposób przygotowałaś nam coś, co teraz właśnie zapiekasz w piekarniku!
Kochanie, właśnie zaczęłaś pisać to jeszcze tej Angelice, ale jednak przerwałaś, gdyż sama to widzisz, że tego wszystkiego nie da się tak łatwo powiedzieć… Dlatego, jak tylko zapiecze się troszkę ten nasz deser, proponuję nam tę kawkę i już odciąć się od tego komputera, a bynajmniej fb! Włączymy sobie dalej, kochanie, ten właśnie film… Bo tak bardzo to widzimy, że Ty przy nim także odpoczywasz…
//////
(…) MOŻE SIĘ WYDARZYĆ TYLE DOBREGO, NAWET BARDZO PÓŹNO… TO TAKIE ZASKAKUJĄCE (…)
17:17 – ☕ +deser i UNDER THE TOSCAN SUN 17:45 – pomyłam turę naczyń, wystawiłam Blume z parapetu na FUßBODEN,podkładkę brachte do2 i już go nawet podlałam…
boooszeee drogi, ta nasza bohaterka już czuje taką cholerną pustkę w tej głowie… Najdrożsi właśnie chciała jeszcze komuś o tym po prostu powiedzieć i zaczęła już pisać nawet do Angeliki, bo wie, że ona rozumie więcej i także z tych takich magicznych i nieracjonalnych rzeczy… Jednak zaczęła jej pisać i doszła do wniosku, że nie, nie będzie się tym wpisem tak dzieliła… Bo przecież widnieje tam otwarcie SIMON SINEC…
Dobrze, kochana, ale zauważ 2 ważne bardzo rzeczy, jakie właśnie w tym wpisie zauważyłaś: PO PIERWSZE ponownie obliczyłaś tę datę z tej niedzieli i wyszło Tobie teraz, nie 20, a jeszcze bardziej magiczna cyfra, bo ta 11! Ale obliczmy ponownie, abyś nie musiała sobie znowu zarzucać: SUNDAY, 14.VII.24 [w ogóle zauważcie, w jakim języku to napisała!] 14+ 7= 21 +8 (=2+02+4) = 29=> 11!!!
Nooo… tak mi właśnie wyszło, obliczyłam to, ale nawet nie wiem, dlaczego… Uczyniłam to tak po prostu… A dalej zaś podkreśliłam jeszcze to Twoje zdanie:
Ona sama odczuwała to całą sobą, lecz nade wszystko, swoim❤️, które jest przecież JEJ KOMPASEM, 🤗:
boooszeee, no ja tu naprawdę zaraz zgłupieję…
Wspaniale, kochanie, że to podkreśliłaś, bo właśnie chciałam tutaj nadmienić, że wciąż twierdzisz, iż PRZEDE WSZYSTKIM, LICZY SIĘ DLA CIEBIE CZUCIE! Najdroższa i nie będę już nawet pytała, dlaczego wciąż szukasz odpowiedzi u innych Twoim zdaniem mądrzejszych osób… Bo doskonale o tym wiem, jaka jest ta Twoja obecna sytuacja…
No właśnie… przecież ja niby już tak wiele wiem, ale wciąż popełniam mnóstwo błędów…
Ok., no niech będzie, że Tobie zdarza się to częściej… Ale teraz, najdroższa, pozwól, że pozadaję Tobie jeszcze dodatkowe pytania… Powiedz mi, całkiem szczerze, czy kiedykolwiek żałowałaś tego, że posłuchałaś swojego ❤️, wewnętrznego głosu/ intuicji/ Boga/ Wszechświata?
Ja przecież ciągle w niego wątpiłam, bo nie mogłam uwierzyć, że to ja sama… Ale… póóóóźniej do mnie dochodziło, że cokolwiek zrobiłam, nawet jak na początku kompletnie wszyscy się pukali w głowę i myśleli o mnie, że takie rzeczy robią tylko nieodpowiedzialni ludzie…, jak choćby pierwszą była moje dobrowolna rezygnacja z tej pracy w korporacji...
No właśnie, najdroższa, a pamiętaj o tym, że tak naprawdę to był pierwszy raz po wypadku, kiedy tak naprawdę ZARYZYKOWAŁAŚ! Wtedy bowiem nie miałaś jeszcze ani rozwodu, ani tym bardziej nawet alimentów!
boooszeee, no przecież wiem… Tylko teraz już tak sobie myślę, że…
To ja postawię teraz kolejne pytanie? A co czujesz? I czy myślisz, iż to co spotkało Ciebie w tę magiczną niedzielę, 14.VII.24 było bez znaczenia?
No nie uważam tak wcale… Tylko ja już naprawdę zaczynam się tego obawiać, co pomyślą o mnie inni… Że jestem już całkowicie nienormalna… i nieodpowiedzialna…
A kto, konkretnie?
Prawie cała moja rodzina! No a zwłaszcza Damian i moja rodzicielka…
[zauważcie, iż tutaj celowo nazywa tak kobietę, która ją urodziła, bo uważa, że słowo "matka" brzmi dla niej pejoratywnie!]
Dobrze, najdroższa, a czego się tak naprawdę obawiasz, rozdziel tu proszę osobno Damiana i swoją właśnie rodzicielkę.
[boooszeee, kochani, właśnie pisze do tej Angeliki, do której wysłała jednak@…, wprawdzie okrojonego, ale najważniejsze jest to, co przed chwilką napisała przez Messenger ‚a:]
19:18
Hej Angie, przeczytałaś mojego@? Przepraszam, że zawracam Ci głowę, ale… ja naprawdę chciałam, by ktoś mi jeszcze powiedział, że nie jestem głupia i powinnam słuchać swojego
boooszeee, Angie nie wiem, WHY ja to do Ciebie w ogóle piszę… Już doch postanowiłam dawno, że
=mój kompas. Więc raczej pytam Ciebie, co ja mam napisać Damianowi, któremu obiecałam do dziś przesłać te dok…
Na tym właśnie skończyła… Ale już czuje się, jakby troszkę lżej, że komuś o tym powiedziała…
Wspaniale, kochana, jednak ja wciąż chciałabym, powrócić jeszcze do tego mojego pytania o Twojego kuzyna, jak i Twoją rodzicielkę…
Damian oczywiście pomyśli, że padło mi już na głowę totalnie, bo przecież na początku to on mi w ogóle tę adwokat załatwił…
Ok. to przypomnij sobie, co na samym początku czułaś?
No… Boże drogi, przecież te moje myśli były niemal ekstremalnie różne…
Tak wiem, kochanie, ale jak brzmiała Twoja pierwsza i nawet podzieliłaś się z nią ze swoim kuzynem…
NIE CZUJĘ JEJ…
Ok, a czy teraz jest inaczej? Zwłaszcza po tym, gdy okazało się, że kompletnie ona z Tobą nie współpracuje, wymienię kolejne jakże ciekawe rzeczy już od myślników po prostu:
- nie ma między Wami kompletnej empatii/ zrozumienia i właśnie choćby jej chęci działania…
- po przeciwnej stronie widziałaś swojego byłego męża, który stał z tą swoją prawniczką i widać było, że oni się tam porozumiewają, że mają jakiś plan!
- zadała na tej pierwszej Waszej sprawie to tragicznie/ śmieszne pytanie Twojemu kuzynowi o Twój mózg… jak on teraz działa… Przecież całe szczęście, że ta sędzina była taka mądra i zaraz je oddaliła i rzekła jej od razu, że Twój kuzyn NIE JEST LEKARZEM, zatem skąd on ma to wiedzieć???
- najdroższa, a przypomnij sobie tylko, jak Ty wspomniałaś o tym tej swojej mamie… Ta, jak usłyszała to pytanie, to była pewna, że skierowane ono było od tej adwokatki Twojego byłego… A Ty już nie miałaś siły, z tej wściekłości…, bo już kompletnie nie chciało się Tobie tego jej tłumaczyć, więc odparłaś tylko, że NIE, TO NIE BYŁO PYTANIE JEGO PRAWNICZKI/ ADWOKATKI, TYLKO TWOJEJ…🤦♀️
boooszeee, no co ja mam tu niby powiedzieć, nic się przecież nie zmieniło, wciąż, to ja musiałam pytać, czy mogłybyśmy się spotkać przed tą początkową sprawą… A ta mi odparła, że przed tamtą to nie ma raczej sensu… W ogóle… ona ze mną kompletnie się nie porozumiewa, tylko wszystko przez mojego kuzyna, rozumiesz?
Zatem najdroższa, w takim razie już nie powinnaś mieć kompletnie wyrzutów sumienia, że chcesz zrobić to, co zamierzałaś, bowiem Tobie więcej, kochanie! Ty tego wciąż nie dostrzegasz, widzę, że tak naprawdę Ty już uratujesz te jego dzieci, tak, jak sama twierdziłaś! Czyli właściwie nie tylko, się nie odgrywasz i nie mścisz dalej, bo Ty tak nie potrafisz, być taką osobą!
A nawet, najdroższa, już wykonujesz coś dobrego nie tylko dla siebie, bo przecież odkąd nie tylko usłyszałaś i uwierzyłaś, ale TY MIAŁAŚ TEGO PRZYKŁADY WIDZĄC TO… po tym, co słyszałaś z ust tej Twojej rodzicielki… No właśnie, kochanie, to powiedz tutaj proszę, co Ciebie tak najbardziej znowu uderzyło…
boooszeee, no obiecałam, że o nikim nie będę na moim blogu źle pisała! Więc powiem tylko, że to po tej mojej rodzicielce właśnie WIDAĆ, ILE ONA SAMA MA WŁASNYCH NIEPRZEŻYTYCH TRAUM! Ale, ooo i to będzie nawiązanie do tego mojego pierwszego tytułu, że boooszeee, już teraz nawet nie wiem, gdzie ten tytuł sobie zapisałam…
Kochanie, a czy nie możesz powiedzieć tego własnymi słowami? Tego, co jeszcze z tego wszystkiego zapamiętałaś?
Że to nie jest moje, nie zamierzam tego dalej nieść/ ciągnąć. Nie biorę tego na siebie. A jeszcze właśnie, jak zaczęłam dodawać te liczby numerologiczne moją i Simona, to wtedy przecież wprost zaniemówiłam, jak zobaczyłam, co tam stało, 😮. Najbardziej to, jak przeczytałam o tych pokoleniach:
W numerologii liczba 44 oznacza stworzenie solidnego gruntu dla obecnych i przyszłych pokoleń1. Liczba ta ucieleśnia zarówno ciężką pracę, jak i wielką siłę2. Osoba o numerologicznej 44 ma silne inklinacje i wielką wewnętrzną zdolność zarówno do sukcesu materialnego, jak i duchowego2.
Wówczas sobie pomyślałam, że ok. wciąż bowiem mówiłam, że liczy się przyszłość i to, co teraz ja sama dalej uczynię z tym wszystkim, co mnie spotkało… A jak przeczytałam właśnie to o tych pokoleniach, to automatycznie do mnie doszło, że przecież przeszłości już nie cofnę, ale tak bardzo chciałam uwolnić moje przyszłe pokolenia od tego wszystkiego, aby nie musiały dalej tego dźwigać… Bo tak wiele złego już w tej mojej rodzinie się wydarzyło… I dokładnie w momencie dodania tych naszych liczb… poczułam się właśnie jakbym otrzymała już odpowiedź. I nie będę kryła, że ZANIEMÓWIŁAM wprost…
Widzieliśmy, najdroższa! I nie możemy powiedzieć, lecz dla nas samych jest to również coś wręcz niespotykanego… Choćby to, co działo się u Ciebie dzisiaj, gdy wyszłaś sobie na te kijki. A już znowu tak bardzo nie wiedząc, co masz zrobić, zatem wzięłaś ze sobą także jeszcze tę książkę J. Murphy`ego POTĘGA PODŚWIADOMOŚCI… I to, wszystko, co się wtedy działo, było totalnie niewyobrażalne dla nas wszystkich!
- strona ze słowami, na jakich się Tobie otworzyło…
- następnie TA PIOSENKA, i dokładnie te słowa, które Ty zawsze chciałaś usłyszeć…
- THIS IS WHY I NEED YOU…
- nie możesz powiedzieć, że te wszystko, co również się działo u Ciebie, związane właśnie z tym mężczyzną dalej… , czyli i teraz, kochanie, te piosenki były już w odwrotnej kolejności, bo przecież pierwsza była ta: Jesse Ruben – This Is Why I Need You, a dopiero później I Still Haven’t Found What I’m Looking For i dokładnie wtedy, kochana, jeszcze ta biedronka siadła na Twoim ramieniu!
Dobrze, kochanie, to podsumujmy jeszcze to wszystko w takim razie… Bo wiem, jak Ty się tego boisz… Zatem, pomyśl znowu o tych wszystkich plusach [pamiętając o tym, aby przecież cieszyć się z tych nawet najmniejszych, a Ty najdroższa osiągnęłaś już szalenie wiele!]
- do września masz zapewnione te alimenty
- a we wrześniu chyba kończy się Tobie ta umowa z Tutlo, jak się nie mylę, także już wtedy nie będziesz musiała płacić żadnych rat. Lecz, wiem, że Ty lubisz mieć wszystko potwierdzone i sprawdzone, także ponieważ powiedziano Tobie telefonicznie, abyś płaciła tak najlepiej 18/19 każdego miesiąca, to Ty najdroższa, teraz już wiesz, że do tego czasu udać się musisz jeszcze do banku Paribas i dokładnie ponownie o to zapytać!
- napiszesz kuzynowi otwarcie, że zrezygnujesz po prostu z tych alimentów od swojego ex… Bo chcesz już go po prostu ze swojego życia odciąć, gdyż z takimi ludźmi Ty nie chcesz mieć już nic wspólnego!
- Lecz, nie pisz już jemu, nic o tej karmie, bo pamiętasz przecież, jak on na to wtedy zareagował… Ani nie wspominaj też nic, o tym, że Ty już
"swoje przepracowałaś i swoje odrobiłaś", gdyż z całą pewnością tego on również nie zrozumie… [to pozostaw już jedynie dla siebie, że TAKI SUKCES ODNIOSŁAŚ! SAMA!!! BEZ ŻADNEJ TERAPII ANI TERAPEUTKI!] - Także, kochana, myślę, że tak w wielkim skrócie, przekaż mu po prostu tylko to, że ta kochana Sandra z Austrii wraz ze swoim przyjaciółkami, zebrały dla Ciebie pieniądze i wpłaciłaś je właśnie na to konto OSZCZĘDNOŚCIOWE… A teraz, jak już zrezygnujesz z tych alimentów, to nie będziesz musiała także zbierać już na podatek za niego…
- A poza tym powiedz, że tę horyzontalną jednak kwotę kasy [bo dzisiaj sprawdziłaś, że to było dokładnie 6150 zł dla prawniczki, która, kochanie Tobie W OGÓLE NIE POMAGA!] oddasz swojej mamie, by już się
nie trzęsłanad Tobą… - i nie wspominaj już jemu o tym, iż widzisz, że ona sama ma wiele nieprzepracowanych również traum, to wiesz Ty i tyle, jemu jedynie możesz napisać, aby Twojej mamie nic o tym nie wspominał, bo sama to zrobisz!
- Pamiętaj, kochana, jeszcze o tym, że zawsze, jak zgłaszałaś do kuzyna jakieś wątpliwości, to ten do Ciebie, abyś się nie przejmowała i wszystko oddała w ręce tej prawniczki…
- jak kur… ta kompletnie nic nie robiła, by Tobie jakoś pomóc. To również mu napisz!
Tak, właśnie zaraz zamierzam to zrobić… I napiszę chyba też, żeby o tym on sam ją poinformował…, bo ona mnie przecież kompletnie ignoruje… Czuję się przy niej, jakbym była jakimś powietrzem…
Ale, najdroższa, pamiętaj o tym, że Twój kuzyn ma o tym wszystkim inne zdanie… Zatem podejdź do tego tylko tak na spokojnie…
No dobrze, postaram się…A teraz jeszcze tylko przepiszę to, co jest napisane na tym obrazku poniżej, bo przecież na początku zamieściłam go, jako obrazek wyróżniający dla tego wpisu… A nie umiem sprawić, by był on tu jednak większy… Zatem po prostu to przepiszę:
YOU CAN CHANGE. YOU CAN CREATE THE LIFE YOU WANT. YOU JUST HAVE TO DECIDE AND TAKE ACTION. CREATE THAT NEW IDENTITY. 

/////
Dobrze, kochanie, to napisałaś już właśnie do kuzyna…, tzn. jeszcze jemu tego nie wysłałaś, lecz chciałaś znowu, by spojrzała na to jeszcze Angelika. A ta napisała Tobie, że teraz nie może się tym zająć, bo przygotowuje dokumenty na jutro, bo ma wyjazd z pracy. Ale obiecała Tobie, że będzie miała na to przestrzeń w pociągu jutro. A zauważyłaś, iż Ty biorąc już pod uwagę to, co ja Tobie rzekłam wcześniej, abyś pamiętała, co powinnaś przekazać i na czym się koncentrować przede wszystkim wciąż sprawdzałaś jeszcze, czy masz wszystko, co powinnaś tam zawrzeć. W rezultacie napisałaś nawet … Wstawimy to już choć tutaj, by już można było zobaczyć, jakim Ty jesteś wspaniałym i jakże mądrym człowiekiem:
Witaj Damian,
Chcę Ci powiedzieć, że nie przygotowałam tego, o co mnie prosiłeś. Gdyż w końcu postanowiłam słuchać tego, co "mówi" do mnie moje serce/ intuicja/ wewnętrzny głos [nazwij to, jak chcesz], bo naprawdę uważam, to za ogromnie istotne, aby BYĆ W ZGODZIE Z SOBĄ SAMYM.
Powiem tylko tak, kochana Sandra z Austrii [ta sama, która była na moim weselu z Gutkiem] zebrała dla mnie dużo kasy, wraz ze swoimi przyjaciółkami i tak sobie z nią rozmawiałam o tym wszystkim, co ja musiałam przejść oraz ILE… I ona mi właściwie rzekła coś, co ja już sama czułam, NIE CHCĘ MIEĆ KOMPLETNIE NICZEGO WSPÓLNEGO Z TAK NĘDZNYM CZŁOWIEKIEM. Ja sama przeszłam szalenie wiele… Dlatego mam już jego, a tym bardziej jego pieniądze głęboko gdzieś. Chcę się od niego kompletnie już odciąć! I ja po prostu to wiem, że sobie poradzę w życiu dalej, bo ponownie zaczęłam w siebie wierzyć! A jak nie będę już musiała płacić tych alimentów, to tym samym NIE BĘDĘ POTRZEBOWAŁA GROMADZIĆ JUŻ TYCH PIENIĘDZY NA SPŁATĘ TEGO PODATKU ZA NIE… Więc spokojnie będę mogła zwrócić mojej mamie wszystko… Tę jednak horyzontalną kwotę jaką mówiłeś, że została mi dana cała przez nią właśnie… Dziś jeszcze sprawdziłam dokładnie, ile to było… i nie będę kryła, że mnie wręcz "zmroziło", gdyż naprawdę uważam, że akurat ta dziewczyna dostała taką horyzontalną jednak sumę pieniędzy [6150 zł] naprawdę za nic! Bo jej obecność tam w tym sądzie, kompletnie niczego nie wniosła… Pomiędzy mną a nią nie ma całkowicie żadnej współpracy… Tak, jak widziałam na przeciwko mojego ex męża i jego adwokatki: oni się ze sobą porozumiewali i widać było, że mają jakiś plan.
A poza tym chciałam tylko jeszcze wspomnieć Twoje słowa…, że zawsze, gdy dzieliłam się z Tobą jakimiś moimi wątpliwościami, Ty mi wtedy odpowiadałeś… [próbowałam jeszcze to znaleźć, jako dowód, że nie ściemniam…, ale już nie mam naprawdę na to siły o tej godzinie, więc napiszę to, co jeszcze pamiętam…] Zatem, zawsze w takich sytuacjach mówiłeś do mnie, że mam się niczym tak bardzo nie przejmować, bo wszystkim zajmie się ta moja prawniczka… A ona Damian, przepraszam bardzo, ale w niczym mi nie pomogła… Uważam nawet, że się tylko totalnie wręcz zbłaźniła, zadając Tobie to jakże "mądre i wyszukane" pytanie o mój mózg… Na co wspaniała i mądra sędzia odpowiednio zareagowała, mówiąc, że skąd Ty masz o tym niby wiedzieć, TO JEST PRZECIEŻ PYTANIE DO LEKARZA, KTÓRYM TY NIE JESTEŚ!
Na koniec jeszcze tylko powiem, abyś to Ty jej to powiedział, bo tak się składa, że [nie wiem, czy to zauważyłeś], ale ona kompletnie mnie ignoruje. Dlatego cieszę się, że choć Tobie / Wam w czymś pomaga. Dlatego to jest dowód na to, że karma jednak wraca. Ci, co chcą dobrze dla innych, sami także zostają wynagrodzeni. Mowa o Tobie dobry człowieku,
.
I nie mów też proszę o tym mojej mamie nic… Bo wiem, jak ona strasznie boi się o te pieniądze… Sama ją o tym poinformuję w odpowiednim czasie.
34:33
Kochanie, spójrz jeszcze na kolejne rzeczy, których Ty jednak wciąż nie rozumiesz… A mianowicie, choćby to, że nie widzisz tych swoich wpisów u siebie na komórce, a jakimś "cudem" dostrzegamy, że są one jednak zauważane i czytane przez innych… Ten np. obecnie na godz. 23:25 przeczytało 6 osób, lecz znacznie większa liczba widnieje przy tym poprzednim: [„Człowiek upada i się podnosi. Jedni nazywają to gimnastyką, inni sensem życia.”/ „Man falls and rises. Some call it gymnastics, others call it the meaning of life.”(…)], gdyż przy tym stoi już liczba 22!
Najdroższa jest już dość późna godzina…, bo 23:28, a Ty skarbie pracujesz każdego dnia, na swoje, co najmniej 150%! Zatem jestem zdania, że teraz jest już pora do spanka! I, kochanie, pamiętaj o tych słowach, żeby zawsze pozostawać sobą, nieważne, czy to się innym podoba, czy nie, to jest przecież Twoje życie!

Ja przecież o tym wiem…, tylko już czasem myślę o sobie, że…
Dobrze, mój Ty cudzie, widzę, że już jesteś jednak baaardzo zmęczona, zatem weź tabletkę i do spanka! Poprzedzonego, jak co noc jakąś medytacją… + wizualizacją i marzeniami! Bo Ty, kochanie, przecież wciąż je masz! A chyba życie już wystarczającą ilość razy Tobie pokazało, że
(…)
Boże Drogi, DLACZEGO to wszystko tak się u mnie właśnie dzieje? Wszechświecie, przecież ten dzień zaczęłam tak cudownie, kończąc nawet słuchanie tego, co sobie włączyłam jeszcze do spania: MANIFEST YOUR DREAMS! Reprogram Your Mind While You Sleep To BELIEVE IN YOURSELF! You ARE WORTHY. I nawet zamierzałam już to w końcu tu zacytować, ale też przecież podzielić się tym wszystkim, co udało mi się dzisiaj zrobić… A teraz, kur…, co?
Kochanie, to podaj nam tu proszę, co się w ogóle wydarzało, wtedy pokażesz, że to jest naprawdę doskonale zrozumiałe, dlaczego Ty się tak obecnie czujesz…
No więc, zacznę chyba od tego, tak! Mimo wszystko będę tutaj to opisywać, bo przecież to nie moja wina, że tak się właśnie teraz czuję…
Powiem, Kochanie, nawet więcej, Ty bardzo starasz się nad tym pracować, i ja to dobrze widzę! Ile, Ty, najdroższa pracy tu w to musisz wkładać. Lecz najlepiej zacznij po prostu to relacjonować, gdyż ponownie POKAŻESZ TO NA WŁASNYM PRZYKŁADZIE!
Zatem, tak, masz rację, jestem od tego wszystkiego większa i właśnie zamierzam to pokazać tu wszystkim! Także… [na całe szczęście wszystko sobie zapisywałam na @]. Mowa tu oczywiście o tym dniu: PONIEDZIAŁEK, 05.VIII.24 BRWI&RZĘSY ≈00:15
00:30 – Świetlik to MANIFEST YOUR DREAMS…
Chyba Dream: somebody tell me that I am really incredible strong person (psychisch & physisch),that he/she doesn’t know anyone, whit such a gifts /Zacytuj MANIFEST YOUR DREAMS…!!! od mniej więcej 7:…
Wtedy jednak włączyłam WiFi, by zobaczyć, czy może Angie udało się już przeczytać te moje @ [bo wysłałam jej kilka wersji, 😉]:
07:13
Hej, przeczytałam tą wersję ostateczną i cieszę się, że ją poprawiłaś i nie piszesz o karmie Gutka, bo raczej Damian by tego nie zrozumiał. Jedyne co bym zmieniła to początek, żeby nie pisać o intuicji, zostaw tylko tą część, gdzie piszesz o byciu w zgodzie z sobą. Reszty nie będę zmieniać, jest Twoja, piszesz co czujesz i jest to wg mnie czytelne i klarowne. Rozumiem w zupełności to, o czym piszesz i jesteś w tym prawdziwa
O faktycznie są to wspierające i rzeczowe argumenty!!![]()
08:18
Dziękuję kochana jesteś,
ja dzisiaj niedawno wstałam i… zabieram się w końcu za gimnastykę, przeczytam i poprawię to później. Wiedziałam/czułam, by
Ciebie mądra kobietko jeszcze zapytać ![]()

09:03

09:22
Właśnie zrobiłam sobie herbatkę, @ wysłałam do Damiana, w takiej poprawionej wersji, bez tego o tej intuicji, jak mi zasugerowałaś, jestem po gimnastyce i wciąż się uśmiecham do tego życia,
Jestem Tak niezmiernie wdzięczna za takie osoby, jak Ty
Udanej podróży, a by the way: WHERE ARE U GOING TO?

Monia, jesteś cudowną i bardzo świadomą osobą
miło mi, że chociaż trochę mogę pomóc. Jadę do Warszawy na spotkanie, ale to z pracy, dzisiaj już wracam ![]()
I tutaj, kochani, Mała Mi pomyślała sobie, że może to właśnie Angie pojawiła się w tym jej śnie, bo przecież z jej ust słyszała już wiele takich wspaniałych słów pod swoim adresem właśnie! Po czym naturalnie z pełni wdzięcznością zareagowała:



≈8:15/:25(?)GYMNASTIK bis 8:55
9:50 – Haferflocken mit🥛🍎🍌 … I ZW. JAK NIE STRACIĆ WIARY W ZMIANĘ
Lecz tak naprawdę wszystko zaczęło się zmieniać po tym, gdy wysłała swojemu kuzynowi tego @…, który zaczęła właśnie tak, jak poleciła jej Angie:
Witaj…, Chcę Ci powiedzieć, że nie przygotowałam tego, o co mnie prosiłeś. Bo naprawdę uważam, to za ogromnie istotne, aby BYĆ W ZGODZIE Z SOBĄ SAMYM.
O 9:16 wysłała kuzynowi właśnie to samo zdjęcie, co i Angie, a jemu napisała to:
Hej właśnie wysłałem Ci @,a to moja fotka po TYM JAK W KOŃCU PODNIOSŁAM SIĘ DZIŚ DO GIMNASTYKI![]()
![]()
A dalej to, co on jej odpisał:
Hejo, już patrzę na maila w takim razie ![]()
po czym:
Monia, przeczytałem maila i jestem zaskoczony
Wiem, że na pewno przemyślałaś tę sprawę bardzo dokładnie, ale czy nie ma szansy, że zmienisz zdanie? Zobacz jak daleko to wszystko już zaszło i ile pracy razem włożyliśmy, żeby skompletować te wszystkie dokumenty, spotkania, wizyty w sądzie. To już ostatnia prosta i tylko kilka dodatkowych dokumentów, które trzeba zebrać, żeby sąd mógł wydać orzeczenie
Według mnie to też nie jest tak że Twoja adwokatka nie za wiele robi. Tylko nie zawsze widzisz efekt tej pracy tak dosadnie. Samo to, że ona tam była na rozprawie było bardzo ważne bo mogła reagować na to, co mówi sąd albo druga strona. Plus jej praca nie kończy się na pierwszej rozprawie, ale też zajmie się postępowaniem w drugiej instancji jeśli będzie taka konieczność. Wiem, że pewnie Ty oczekiwałabyś bardziej emocjonalnego zrozumienia od niej, ale pamiętaj proszę, że pełnomocnik jest bardziej od „bezdusznych” papierków, dokumentów, dotrzymywania terminów.

Dodajmy tylko, że Mała Mi oczywiście szybko zaczęła odpisywać jemu, lecz, jak tylko zauważyła, że włączyła jednak WIELKIE LITERY, a przypomniało jej się, że to wygląda tak, jakby zamiast pisać rzeczowe argumenty [które, swoją drogą pisała!], lecz mądrze stwierdziła, że może jak sobie zrobi śniadanie i napije się herbatki [bo leki już wzięła, a ona się jeszcze zawsze boi, że może tak właśnie reaguje, z tego powodu, że jednak ich nie zażyła…] I już nawet sobie zrobiła to śniadanie, do którego zresztą, zaczęła oglądać to, co powyżej. A w międzyczasie jeszcze tak bardzo się nad tym zastanawiała, co powinna jednak uczynić…, bo co niby, jak on ma "znowu" rację…
Lecz dokładnie w tym momencie przypomniała sobie jeszcze raz jakby wszystko… Że przecież to nie tak, iż on zawsze miał rację. W dodatku dalej o tym wszystkim, co się wydarzyło, oraz co jej ❤️tak naprawdę wciąż mówiło. Choćby o tym, że jak to uczyni, to właściwie uwolni tę całą karmę żeńską… I dokładnie w tym momencie już odczuła, że wie, co ma robić. Lecz, jak się okazało jej kuzyn zadzwonił do jej mamy, nie zważając w ogóle na jej prośbę…, albo raczej inaczej, nie widząc jej szybkiej i od razu reakcji na to, co jej przesłał…
10:10
Damian, właśnie zawiodłeś mnie, bo przecież PROSIŁAM ,BYŚ O NICZYM NIE MÓWIŁ MOJEJ MAMIE. Czy Ty także chcesz się stać TAKIM CZŁOWIEKIEM, JAK GUTEK? Zastanów się PROSZĘ BARDZIEJ ZANIM COŚ ZROBISZ.
Wiem Monia, i wiem że się na mnie gniewasz ale nawet nie odpisałaś mi na to co napisałem. Wolę żebyś się na mnie nawet obraziła niż żebyś nieświadomie podjęła decyzję, która będzie dla Ciebie zła w skutkach. Ja po prostu szukałem u Twojej mamy pomocy żeby Cię przekonać do zakończenia tej sprawy. Bo z całego serca uważam że powinnaś to zrobić i chce dla Ciebie jak najlepiej. Nawet jeśli nie do końca to teraz widzisz.
Nie odpowiedziałam, bo nie siedzę człowieku cały czas na telefonie, robiłam sobie śniadanie.
/////
Obecnie mamy już godz. 13:11, a ona niedawno wysłała jeszcze to do swojego kuzyna:
Damian, przepraszam, że tak to zabrzmiało, absolutnie nie zamierzałam Ciebie niczym obarczać. Nie twierdziłam też wcale, że nie rozmawiałeś z moją mamą spokojnie. Pisałam Ci jedynie o tym, jak ona zareagowała na to wszystko. A tu jeszcze tylko jej słowa, które po tym, jak przerwałam z nią rozmowę, do mnie napisała. Zauważ tylko, że ona już wie [zakłada z góry pesymistyczny ciągle scenariusz], że mi się nie uda i że nie dam rady, np. wyżyć z renty…
Już zakłada niestety z góry, że nie będę w stanie sama na siebie zarobić. [To szalenie przykre, że Ty chyba również tak myślisz…, że jak ktoś nie trzyma się jakichś ram i schematów, to już wypada z obiegu…]
Monika proszę Cię nie rezygnuj, daj sobie pomóc. Tak pieniądze pójdą w błoto. Damian Ci pomoże. Jeśli masz teraz pieniądze to one szybko się wydają. A z renty to nie dasz rady. Nie doprowadzaj mnie, babci do rozpaczy. Wiem ze dla Ciebie to duży stres ale skoro jest zaczęte to doprowadzić do końca. Pomyśl kochana póki nie jest za późno. My chcemy Twojego dobra. Damian poświęcił ci tyle czasu teraz w tym tygodniu by też Ci pomógł. Proszę skontaktuj się z Damianem i skorzystaj już teraz Jak to wygląda że go lekceważysz i nas wszystkich.
Kurczę, tak naprawdę nie do końca wiem, dlaczego to robię… Ale, nie! chcę Ci wszystko jeszcze raz wyjaśnić: Nie było Ciebie cały czas na tej sprawie, więc tego nie możesz wiedzieć, jak to wyglądało rzeczywiście. Ta dziewczyna [która jest moją prawniczką i adwokat] jedyne, co robiła, to może owszem wiedziała lepiej ode mnie, kiedy się odezwać, wstać itp., ale kompletnie nie reagowała szybko, na jakieś argumenty, które wysuwał Gutek pod moim adresem. I tak owszem, nie wiedziała za bardzo chyba nawet, co wtedy powiedzieć, a dlaczego? Bo mnie o to kompletnie wcześniej NIE PYTAŁA I NAWET NIE SUGEROWAŁA, bym jej wcześniej cokolwiek więcej o sobie powiedziała, co mogłoby tej sprawy także dotyczyć. To jedno, drugie to to, że jak powiedziałam mamie przez tel., jakie ona zadała Tobie pytanie. I moja mama wtedy była pewna, że to pytanie padło z ust tej adwokat Gutka…, ja jej mówię, że nie, to ta moja prawniczka…
To teraz o tym, dlaczego nie napisałam Tobie od razu… Otóż, mój drogi, zaczęłam to pisać niemal natychmiast, bo doskonale wiedziałam, co chcę wyrazić. Jednak, jak tylko dostrzegłam, że nagle rozpoczęłam pisanie WIELKIMI LITERAMI, a zaraz przypomniało mi się, że to jest przecież tak, jakbym krzyczała,🤦♀️. A absolutnie nie chciałam tego robić na Ciebie, więc pomimo, że były to dobre/ mądre/ rzeczowe spostrzeżenia/ argumenty [gdyż po raz pierwszy uświadomiła mi to Angelika], to i tak postanowiłam się jeszcze najpierw trochę uspokoić i po prostu zjeść śniadanie i wypić herbatę. A wtedy Twoja reakcja do mojej mamy i ten jej niemal "płacz..."
Naprawdę Damian wciąż wiem, że jesteś dobrym człowiekiem i nie mam do Ciebie o nic pretensji! I poważnie jestem ogromnie wdzięczna za to, co zrobiłeś do tej pory. Lecz tak, jak napisałam wcześniej [ponieważ dobrze już wiem, jaka jest w ogóle KAŻDEGO CZŁOWIEKA SZYBKA REAKCJA NA JAKIŚ STRES, KONTRARGUMENTY, które w pierwszym momencie wydają się brzmieć nawet, jak oskarżenia], a tym bardziej takich osób "uszkodzonych" już z wielu stron przez to życie, jak ja. Dlatego właśnie postanowiłam chwilkę odejść od tych emocji i zająć się po prostu innymi rzeczami: wypiciem herbaty i zjedzeniem śniadania]
To teraz na koniec jeszcze tylko przedstawię to, co zaczęłam tak na szybko pisać tymi WIELKIMI LITERAMI. Otóż Damian, tak się składa, że jestem już/ w końcu (!) tego świadoma, że to jest jej praca, jak każdego innego człowieka. I wcale nie chodziło mi o to, że ma mnie tam "głaskać", to nie jest jej rola! W dodatku, to jest nawet zabronione, aby osoba pełniąca takie publiczne funkcje, jak prawnik, czy sędzia, wchodził jakoś głęboko w relacje z klientem. Jednak ja niestety nie zauważyłam, choćby minimalnego zainteresowania jej moimi sprawami, nie osobistymi, ale właśnie dotyczącymi tej sprawy, bo przecież moim zdaniem, naprawdę dobry adwokat, powinien się przygotować na wiele rzeczy wcześniej, by później nie być zaskoczonym tym, co może usłyszeć od str. przeciwnej. A ona kompletnie takiego planu nie miała i nie ma nadal, bo gdybym widziała, że ona się w to jakoś angażuje również, aby coś więcej dowiedzieć się np. o tym, co mi Gutek zarzucił, że choćby później już zrezygnowałam sama z pracy w prostej fundacji.. itp. Pozdrawiam
boooszeee, moi drodzy, sami widzicie…, że Mała Mi ma naprawdę 1000krotnie trudniejszą tę sytuację… Teraz nawet już nie wie znowu, co masz ze sobą uczynić… Bo czuje się taka winna obecnie już wszystkiemu… Nie ma kompletnie już teraz pojęcia, co dalej robić…
Kochanie, to w takim razie, skoro wciąż nie dajesz sobie rady z tym wszystkim… A widziałam dobrze, że obecnie nawet ta medytacja wydaje się Tobie taka beznadziejna! Teraz skupmy się na tym, co możesz dobrego zrobić, dla siebie/ dla innych, bo doskonale to widzę, jaka teraz czujesz się już wszystkim zdegustowana i przybita wręcz…
Tak właśnie, ale wiem, że wciąż mam wiele do zrobienia…, więc może po prostu po tym, jak już obliczę tu ten czas tej muzyki, uzupełnię ewentualnie jeszcze jakieś ilustracje w tym wpisie, to zajmę się po prostu tą medytacją, w sensie przepisanie tych słów po ang., które już przecież wcześniej zrobiłam!
(…)
Kochani, dziś mamy WTOREK, 06.VIII.2024, a Mała Mi jest już wszystkim obecnie totalnie wręcz przybita, dosłownie przed chwilką, tj. o 9:50, wysłała taką oto wiadomość:
Dzień dobry Pani Aniu,
"Trafiłam" na Panią przeglądając jeszcze w łóżku LI i nie będę pisała, że "przez przypadek", gdyż ja w nie nie wierzę! I jak tylko dostrzegłam, że jest Pani terapeutką traum, to po prostu pomyślałam, że może spróbuję u Pani, ponieważ ja mam na sobie naprawdę wiele nieprzerobionych traum i co najgorsze w ogóle nie przeżytych żałob, gdyż po prostu nie miałam czasu, by się tym zajmować… Ponieważ wszystkie te traumatyczne wydarzenia spadały na mnie jedna po drugiej, napiszę już to naprawdę w WIELKIM SKRÓCIE [mój wypadek samochodowy(3m-ce po moim ślubie!)/ rozwód z mężem/ "wypadek" mojego młodszego brata karateki z czarnym pasem/choroba mojej mamy/…]. Zostałam w Gdańsku całkiem sama, nie mam tutaj prawie nikogo bliskiego, jednak wciąż staram się nie poddawać i stworzyłam CAŁKIEM SAMA własny blog: NIEUGIĘTA JA – NIESKLASYFIKOWANA. A moje pytanie jest takie: CZY ZNALAZŁABY PANI MIEJSCE NA PODJĘCIE SIĘ PRACY ZE MNĄ? Gdyż ja bardzo potrzebuję pomocy nie tylko kogoś, kto pomógłby mi/ mojemu życiu nadać jakiś kierunek, lecz przede wszystkim pomógłby mi "przerobić te traumy", bo sama już naprawdę nie daję rady. Czy mogłaby Pani podjąć się tej pracy ze mną? I jeśli byłaby taka możliwość, a naprawdę BARDZO O NIĄ PROSZĘ,🙏
//////
Kochani, teraz mamy godz. 11:36, a Mała Mi już prawie płacze… Wciąż próbuje się dodzwonić do przychodni Ojca Pio… Gdzie na dziś na 13:30 ma mieć wizytę u kardiologa. Ona, moi drodzy naprawdę już nie może dłużej…
//////
Kochani, Mała Mi jest przed chwilką się dowiedziała od tej terapeutki, z którą rozmawiała przez Skype, że…. ona musi się udać do ośrodka terapeutycznego…
No dobrze, moja droga, ale pomyśl tylko o tym, że ona nie powiedziała NIC TOBIE, CZEGO TY NIE SAMA NIE WIESZ.
Dokładnie tak, a dzisiaj przecież odczułam to najbardziej, sama widziałaś?
To właśnie miałam na myśli… Że tak bardzo odczułaś, jak Ty potrzebujesz po prostu rozmowy z rzeczywistym człowiekiem. Ooo mateńko, a spójrz tylko, jaki napis widnieje na tej ilustracji:
Kochanie, myślę, że teraz już oddam głos Tobie, mądra jednak kobieto, uczynimy teraz, już na koniec tego dnia, kolejny wpis, któremu już nawet wiesz, jaki nadasz tytuł! Lecz wiem, bo Ciebie poznałam, najdroższa, że najpierw jeszcze obliczysz już ten czas do końca tego wpisu! A o tym dzisiejszym dniu, porozmawiamy sobie od początku w tym nowym wpisie, na który już niesamowicie się cieszę, 🤗.
*** 51:48/ 57:56 ***
